RYTUAŁ X - "Koniec cywilizacji - Ostatnia Noc Szamanów !"

Rafał Jęczmyk

Rok 2012 to jedna z najbardziej nacechowanych znaczeniowo dat w kalendarzu ostatnich lat, niosąca chyba równie mocny ładunek emocjonalny, jak rok wkroczenia w nowe milenium. Był to rok ważny nie za względu na jego historyczną doniosłość, ale wyczekiwany z podskórnym, irracjonalnym niepokojem, wywołanym zapowiedzianym na tę datę końcem świata zapisanym w starożytnym kalendarzu Majów. U wielu nawet bardzo racjonalnie myślących, twardo stąpających po ziemi osób odezwało się w oczekiwaniu na ten roku myślenie magiczne, pozaintelektualne, wypełnione przesądami. Jednak nic się w 2012 nie wydarzyło, świat nadal istnieje, koniec został postponowany. Co więc zostało po tym roku i milenijnym przełomie? Czy wszystkie obawy zostały porzucone i teraz można ze spokojem patrzyć w jasną, rozświetloną kagankiem nauki przyszłość? Czy w końcu wszystkie przesądy zostały wykarczowane z ludzkiej świadomości? Wprost przeciwnie – racjonalność wcale nie zwyciężyła, a oczekiwanie na katastrofę wciąż trwa – może nie na tak spektakularną jak zapowiedziany koniec czasów, ale na powolne zbliżanie się ku apokalipsie, której przyczyny mogą być różne. Kryzys gospodarczy, lęk przed terroryzmem, obawa spowodowana stopniową degradacją środowiska i inne czynniki wzmagają irracjonalne myślenie, kierują ku odnowieniu duchowości i wskrzeszają szamanizm w nowoczesnym wydaniu. jego znaczenia. We współczesnej popkulturze aż roi się od zapowiedzi kolejnych apokalips, katastroficzne filmy wypełniają sale kinowe do ostatniego miejsca, a estetyka post­apo wdziera się z impetem w wizualną sferę naszej cywilizacji. Również sztuka w swoich rozmaitych obliczach nie pozostaje obojętna na tę tematykę. Artyści reagują na zapowiedź końca na rożne sposoby – jedni podchodzą do niej z ironią, inni traktują tę tematykę z powagą, inni odnajdują w niej nowe sposoby wyrazu. I właśnie temat zagłady i końca był tematem dziesiątej edycji organizowanego przez Stowarzyszenie Industrial Art multidyscyplinarnego festiwalu sztuki Rytuał, który w tym roku znalazł przystań w opuszczonej, częściowo zrujnowanej postindustrialnej scenerii portu miejskiego we Wrocławiu. Artyści zaproszeni do udziału w tej edycji Rytuału, zatytułowanej Koniec cywilizacji. Ostatnia noc szamanów na własny sposób zmierzyli się z tą tematyką. Ponad trzydziestu artystów z Polski, Francji, Czech i Korei Południowej – ponad trzydzieści wizji i przemyśleń na tematy ostateczne. Wiele technik i środków wyrazu, wiele znaczeń i punktów widzenia, wiele wizji, źródeł i nawiązań. „Teraz zniszczymy cały świat” – głosił wielki, kilkumetrowy napis zajmujący jedną ze ścian hali, w której odbywał się Rytuał – tak straszyli odwiedzających Dominika Łabądź i Paweł Jarodzki parafrazą formułki wypowiadanej przed popełnieniem samobójstwa przez wyznawców bokononizmu, religii opisanej przez Kurta Vonneguta w jego Kociej Kołysce. Ewa Głowacka i Matej Frank przygotowali Last Soundtrack – interaktywną instalację dźwiękową, w której widzowie, manipulując pokrętłami miksera mogli skomponować własną ścieżkę dźwiękową towarzyszącą apokalipsie, złożoną z sampli kojarzących się z popkulturowymi wizjami zagłady ludzkości (jednym z wykorzystanych przez nich motywów muzycznych był wagnerowski Lot Walkirii). Monika Skomra też użyła muzykę, ale w zupełnie inny sposób – w jej performansie Nearer My God To Thee dwie skrzypaczki wędrowały wśród gości grając utwory, które rozbrzmiewały podczas katastrofy Titanica. Do popkulturowej wizji zagłady odniósł się Paweł Modzelewski, który zrekonstruował scenę deszczu ryb z post­apokaliptycznego filmu Bessona Ostatnia bitwa. Marta Sieczkowska w swojej instalacji wideo nawiązała do melanezyjskich rytuałów milenarystycznych sekt, dla których apokalipsa jest balem, świętem i nadzieją zmiany na Kultura reaguje na takie zjawiska w sposób naturalny, absorbuje i przetwarza lepsze. Z zupełnie innej strony do tematu podeszła Karolina Pietrzyk, w pracy której można było zmierzyć się ze zmysłowym i jednostkowym doświadczeniem apokalipsy, bez jej globalnego wymiaru. Jej duże, niewyraźne płachty z rozmytym nadrukiem przedstawiającym elementy rzeczywistości widziane na co dzień, które straciły swoje rozpoznawalne kształty i cechy dystynktywne. Tak może wyglądać zmysłowe postrzeganie ostatniego momentu – czy to całego świata, czy też pojedyńczego życia. Również do jednostkowego pojmowania apokalipsy odwołał się Marek Grzyb, prezentując pracę Zbiór, kolekcję osobistych przedmiotów, intymnych artefaktów czyjejś spersonalizowanej, nieznanej i niezrozumiałej dla innych przeszłości – zachowanie pamięci jest dla niego sposobem ochrony przed małą, prywatną apokalipsą zapomnienia i utraty indywidualności. Z kolei Hubert Pokrandt podszedł do tematu w ironiczny i prymitywistyczny sposób, prezentując swój obraz z elementami asamblażu – „instalację, która uratowała świat przed zagładą.” Praca złożona ze zniszczonych zabawek i fragmentów różnych przedmiotów wyglądała jak mały wotywny ołtarz przygotowany przez dziecko, przypominający przestrzenne kolaże amerykańskiego outsidera Thorntona Diala. Krzysztof Bagiński post­apokaliptyczne motywy potraktował w wyjątkowy, wręcz zabawowy sposób. Jego stworzona ze złomu i napędzana spalinowym generatorem instalacja, która mogła z powodzeniem stanowić część scenografii w filmach z serii Mad Max, nie była przygnębiająca i ponura, a wręcz przeciwnie, wywoływała uśmiech – służyła do wyrobu baniek mydlanych. Z kolei praca wideo Pogodynka Arka Bagińskiego była pełnym ironii i krytycznego cynizmu wobec środków masowego przekazu wideoklipem, na którym zwykła telewizyjna prognoza pogody została przemieniona w mapę skażeń, radioaktywności i konfliktów zbrojnych objaśnianych przez prezenterów w maskach gazowych. Photoshopowe fotograficzne kolaże Marcina Owczarka ukazywały apokalipsę w jej pop­surrealistycznej odsłonie. Lowbrow art w jego wydaniu to industrialne, brudne, utrzymane w szarościach wizje rozkładu, traktujące temat zagłady w bardzo dosłowny sposób. Część artystów poszła jednak w inną stronę, skupiając się bardziej na duchowym, szamańskim aspekcie tej edycji festiwalu. Iza Moczarna­Pasiek w swoim fotoreportażu z zamkniętego spotkania wrocławskiego Kręgu Kobiet pokazała powrót do tajemnicy kryjącej się w zgromadzeniu, w przeżywaniu bycia we wspólnocie. Jacek Zachodny wręcz zrekonstruował pogrzebowy rytuał, budując przystrojony kwiatami i owiany dymem z płonących ziół drewniany stos, na którym spłonęła w oczyszczającym ogniu owinięta materiałem kukła. Współczesną komercjalizację medycyny naturalnej i modę na pop-szamanizm wyśmiała Paula Kowalczyk, która na swoim stoisku jarmarcznym sprzedawała „lemoniadę a la łaska”. Równie ironiczną wypowiedzią na ten temat była Porzucona torba szamana Jerzego Kosałki – klasyczna, wielka torba zakupowa z tworzywa sztucznego wypełniona czaszkami, zapomniana lub zagubiona przez zintoksykowanego jakąś nieokreśloną substancją współczesnego „szamana”. Najdalej w swojej ironii posunął się Jarosław Potoczny, który ujawnił się w postaci egzorcysty naszej narodowej (pod)świadomości i przygotował iście polski totem/godło – wielkiego orła białego wykonanego z równie białej, taniej kiełbasy. Nie sposób wymienić wszystkich prac, które zostały zaprezentowane podczas tej edycji Rytuału, niełatwo też wskazać wszystkie drogi artystycznego umiejscowienia apokalipsy we współczesnej kulturze. Wydaje się dominować postawa ironiczna, odsuwająca i bagatelizująca strach przed końcem, paradoksalnie wzmagając lęk przed teraźniejszością, przed niepewnością związaną z obecnym kształtem naszej cywilizacji i społeczeństwa. W pracach zaproszonych twórców odnaleźć można też ostrzeżenie przed bezkrytycznym spojrzeniem na ponowne odkrywanie do tej pory zapomnianej i odsuniętej duchowości, która w skoniunkturalizowanej formie nie przyniesie żadnej korzyści. Symptomatycznym wydaje się to, że po części wernisażowej rytuału kilka kiełbasek, z których zostało wykonane godło Jarosława Potocznego, zostało upieczonych na pogrzebowym stosie Jacka Zachodnego i skonsumowanych przez zgłodniałych widzów. Jak głosi tytuł pewnego słynnego filmu, do którego nawiązanie można było odnaleźć w jednej z prac zaprezentowanych w porcie miejskim podczas tegorocznego Rytuału – Apocalypse (is) now. Właściwej części Rytuału towarzyszyły też koncerty, wykłady i projekcje filmowe. Na muzycznej scenie wystąpiły projekty Job Karma, Inner Vision Laboratory, Benicewicz i Niburu Project. Michał Duda w swojej prelekcji „Czekając na trzęsienie ziemi” opowiedział jak lęk przed zagładą wpływa bezpośrednio na architekturę, a Rafał Jęczmyk przedstawił Mniej uczęszczane ścieżki apokalipsy – rzecz o nie­mainstreamowych filmach opowiadających o światowej zagładzie.