ROME (LUX)

W dzisiejszych czasach wciąż da się tworzyć muzykę pełną nostalgii, tradycyjnie pojmowanych piękna i melodii, pozbawionej jednak taniego i ckliwego sentymentalizmu – luksemburska formacja Rome, prowadzona przez Jerome Reutera, jest tego dobitnym przykładem. W czasach, kiedy neofolk uznano już w większości za martwy, pożerający własny ogon gatunek, Rome wydaje się być jego przyszłością i wręcz ratunkiem dla neofolkowego świata. Nie ma tu miejsca na proste gitarowe chwyty. Muzyka projektu wybiega poza schematyczność, wkraczając na pola zarezerwowane dla postindustrialnych formacji, dodając do tego spora dozę eksperymentu. To świeża kombinacja dźwięków – umiejętne wykorzystanie gitar, odwołująca się do martialu rytmiczność perkusji, przystępne melodie i urzekający, pełen mroku śpiew, potrafią oczarować słuchacza i zabrać jego umysł w wycieczkę do innego świata. W niektórych utworach, poprzez połączenie gitar i syntezatorów, muzyka Rome wychodzi daleko poza granice neofolku, nawiązując do innych gatunków, takich jak dark wave czy nowa fala. Muzyczna atmosfera, którą proponuje nam ten zespół, jest pełna intymności, sprzecznych emocji, mroku i harmonii. Zdecydowanie można uznać ten projekt za świeży powiew na całej neofolkowej scenie.