"W poszukiwaniu swoich rytuałów"

Z Maćkiem Frettem rozmawia z Andrzej Jóźwik

Czym dla Job Karmy jest udział w "Rytuale"? Z racji przyjacielskich więzi czymś oczywistym, a może wypływa to raczej z założenia, który przyświeca waszej działalności?

Job Karma to nie tylko typowy zespól muyczny, Zgoda nagrywamy i wydajemy płyty z naszą muzyką ale w przypadku wystepow na żywo to coś więcej to w pewnym sensie konglomerat dźwięku/muzyki, filmu i otoczenia, ktore nadaje odpowiedni kontekst przekazowi. Oczywiście takie podejście nie jest specjalnie nowatorskie i awangardowe w dzisiejszych czasach, już proptoplaści kultury industrialnej ponad 30 lat temu definiowali w podobny sposob swoje zalozenia. Zgrabnie opisał to zjawisko John Savage w sztandarowej pozycji „Industrial Culture Handbook”. Zdefiniowal on 5 postulatow wyróżnijacych ten gatunek.Do dziś nie straciły one na ważności i w dalszym stopniu stanowią wykładnie muzyki industrialnej, choć niejednokrotnie zostały zaadaptowane przez kulturę masową. Jedną z nich była „multimedialność”. Polegała ona na wprowadzaniu nie muzycznych dźwięków do muzyki, ale też, na uzupełnianiu muzyki obrazem. Elementem multimedialności było również włączenie koncertów, które jako bezpośrednie doświadczenie były esencją nurtu, w realia industrialnego otoczenia, zespoły występowały w opuszczonych halach fabrycznych, stacjach metra, silosach przemyslowych czy na dnach wyschniętych zbiorników wodnych, adaptowano na potrzeby występu np akustyczne możliwości olbrzymich cystern.

Zaangażowanie Job Karmy w Rytual jest naturalnym biegiem rzeczy, z jednej strony w duzej mierze czujemy się spadkobiercami tradycji industrialnej, z drugiej osobiście jestem zaangażowany w przygotowania i oragziację Rytuałow, ze względu na wspolpracę z Arkiem w stowarzyszeniu Industrial Art oraz na wieloletnią przyjaźń, opartą na wspólnych fascynacjach. Job Karma ma na koncie występy w zabytkowych kościołach, katedrze, halach fabrycznych i innych przemysłowych obiektach, salach kinowych, galeriach sztuki, teatrach i innych miejscach niekoniecznie kojarzonych z muzyką, najciekawsze z nich miały miejsce właśnie w cyklu „Rytuałów”.

"Rytuał" to multimedialny projekt. Nie jest przypadkiem tak, że przyszłość muzyki (wyłączając papkę serwowaną przez mainstreamowych nadawców) leży w zdolności jej twórców do kooperacji w różnych obszarach? Odnoszę wrażenie, że najciekawsze rzeczy powtają na przecięciu rożnych dziedzin sztuki, często odległych jak choćby np. poezja, video i muzyka. Taka idea też przyświecała 6stej edycji Rytuału, którego podtytul brzmiał: ” Recesje, Retorsje Bang!”

Do pracy zaprosiliśmy 10 poetów, 10 tworcow z zakresu filmu, oraz 10ciu muzyków. Drogą losowania podzielliśmy zespól na 10 grup. Wg klucza: poeta/videomaker/muzyk artyści przygotowali instalacje poświęcone krotko mówiąc roli pieniądza we współczesnym świecie. Procedurę wyłaniania grup, konsekwentnie, zaplanowaliśmy w Światowy Dzień Konsumenta. Między członkami zespołu nie zakladaliśmy bezpośredniej kooperacji. Żaden z członków grupy nie konsultował z innymi swoich poczynań. Pracę inicjujował Literat, który indywidualnie opracował tekst ograniczony do 100 znaków. Tekst był podstawą działań dla videomakera, Ostateczny sznyt pracy nadawał muzyk, tworząc doń ścieżkę dźwiękową. Efekt finalny był wypadkową autonomicznych poczynań tych trzech twórców. Prace były prezentowane w makietach bankomatów, które przez 3 dni stały na ul Świdnickiej. Jako kurator grupy dźwięku zależało mi aby do projektu zaprosić młodych, poszukujących muzyków, niekoniecznie tych „znanych masowo lubianych” ale takich, których tworczość jest w otwarta na poszukiwania i radykalna w wyrazie. Zależało mi aby bankomaty, wręcz dosłownie „krzyczały bezsilnością” i zmuszały przechodnia do zatrzymania się i zajrzenia do środka. To musiała być ścieżka dźwiękowa dalece odmienna od muzaka sączącego się miło i niezauważalnie z głośników galerii handlowych. Wydaje mi się że po części ten zamiar został zrealizowany. Zbliżając się do bankomatów, najpierw do uszu przechodnia docierał niepokojący warkot 10ciu par głośników (każdy bankomat wyposażony był w osobny system nagłośnieniowy), szum jakby z wnętrza ula, z kolei z bliska każdy bankomat grał swoją niepokojącą pieśń.

Jak ważne są dla was odniesienia do obrzędowości, ceremonii? Koncerty Job Karmy mają wyraźną, zamkniętą formułę, która skłania do skupienia i refleksji, a nie żywiołowego odreagowannia.

Koncerty sa ważym aspektem naszej aktywności. Są próba przetransmitowania na żywo emocji lub pewnej wizji, które towarzysza nam podczas tworzenia muzyki, za pośrednictwem wszelkich dostepnych środków, muzycznych i wizualnych. Muszą być one jednak w ten sposób zsynchronizowane aby całośc transmisji miała pewien psychoaktywny i ponadświadomy (lub podświadomy) wymiar. To rodzaj naszego rytuału, który tworzymy razem z publicznoscią w określonym miejscu i określonym czasie, nie bez znaczenia jest tu samo miejsce, które często samym swoim klimatem decyduje o multimedialnym charakterze live performance.

Który "Rytuał" był największym wyzwaniem?

Każdy jest dużym wyzwaniem od strony organizacyjnej i nakładu pracy, a jeżeli chodzi ci o warstwę muzyczną, to chyba Czarnobyl. To po tym wyjezdzie powstało tak dużo nowej muzyki Job Karmy, że zdecydowalśmy się wydać ją na osobnym albumie.

Pomysł wyjazdu do Czarnobyla narodził się wiele lat temu – początkowo mieliśmy zamiar zrealizować tam na żywo multimedialny spektakl Rytuał (w 20-stą rocznice wybuchu w elektrowni atomowej tj. 26.04.2006) - czyli zrobić multimedialne przedstawienie (koncert – video art - performance) na tle reaktora atomowego i na żywo przeprowadzić telewizyjna i internetową transmisje wydarzenia. Niestety mimo początkowego zainteresowani TVP stwierdziła , iż to zbyt ekscentryczny pomysł więc, postanowiliśmy pojechać na własna rękę, nagrać materiały filmowe, odpowiednio je przygotować a następnie w dwudziesta rocznicę katastrofy zaprezentować podczas specjalnego pokazu. Tak też się stało – wyjechaliśmy z dwoma ekipami filmowymi na 5 dni do zamkniętej w promieniu 30 km Zony wokół elektrowni w Czarnobylu. Efektem wyjazdu są dwa filmy: „IMPERIUM ZONA” oraz „CZARNOBYL MOJE ŻYCIE”.

Ścieżka dźwiękowa do pierwszego filmu wzbogacona kilkoma innymi kompozycjami stała się podstawą nagrania nowego albumu pt „Tschernobyl”, który z pewnością był pierwszą (i do tej pory jedyną) w 100% konceptualną pozycja w naszym dorobku. Każdy kolejny krążek Job Karmy jest nieco inny od poprzedniego, jednakże poruszamy się wciąż w stylistyce mrocznej, surrealistycznej elektroniki i postindustrialno-ambientowych pejzaży. Płyta „Tschernobyl” naszpikowana jest samplami z różnych dokumentów dźwiękowych opisujących katastrofę. Przez długi czas zbierałem wszelakie filmy i poszukiwalem archiwalnych audycji radiowych, zgromadziłem nawet tego dosyć dużo hahaha... niektóre fragmenty wypowiedzi i komunikaty stanowią „słowną” osnowę tej płyty. Jej atmosfera dobrze moim zdaniem oddaje to co zastaliśmy na miejscu podczas wyprawy. Podczas nagrywania miałem w głowie obrazy z naszej wyprawy

zwłaszcza z wyludnionego miasta Prypeć – niegdyś perły sowieckiego imperium. Zbudowanego w latach siedemdziesiątych z pełnym architektoniczno –planistycznym rozmachem. Jeszcze 25 lat temu było to supernowoczesnym miastem –dziś przeraża zionącymi pustką tysiącami okien, opuszczonymi sklepami, szkołami, placami zabaw, obiektami sportowymi ...wszystko zaczyna porastać las...najbardziej odczuwalna jest absolutna cisza...dźwięk kopniętej puszki odbija się pośród blokowisk przez kilkadziesiąt sekund... świadomość niewidzialnego -wciąż obecnego- promieniowania paraliżuje ruchy...Na Ukrainę jechaliśmy podekscytowani czekająca nas przygodą, wracaliśmy przez 25 godzin w zupełnej ciszy, każdy zatopiony we własnych myślach....zobaczyliśmy świat po zagładzie atomowej. Te emocje starliśmy się przekazać na płycie, czy nam się udało? To już pytanie do odbiorcy.

Wspólna praca to wzajemne inspirowanie się, czy też proces tworzenia muzyki jest odrębnym zamkniętym aktem?

W pewnym sensie muzyka jest aktem zamkniętym, za wyjątkiem konceptualnych wydawnictw jak opisany powyżej „Tschernobyl” lub pojedyńczych przypadków kiedy to Job Karma nagrywała utwór specjalnie „pod film” Arka Bagińskiego” w ramach Rytualów, lub innych odrębnych projektach filmowych. Jesteśmy jednakże otwarci na pracę z innymi muzykami, jako przykład podam tu nasz najnowszy projekt o nazwie 7JK- który utworzyliśmy wspólnie z Mattem Howdenem- wirtuozem skrzypiec, producentem i wokalistą - znanym z angielskiego zespołu Sieben.

Początkowo nie myśleliśmy o nowym projekcie, raczej o kolaboracji-splicie na zasadzie Job Karma vs Sieben wydanym na miniLP. Wiosną 2011 - cztery utwory były gotowe, efekt końcowy był naszym zdaniem bardziej interesujący od tego co początkowo sami zakładaliśmy, a sam proces tworzenia - wymiana pomysłów, dogrywanie kolejnych partii do kompozycji każdej ze stron, nową jak dla mnie metoda pracy z dźwiękiem - był też wielką przyjemnością i potężną dawką ożywczej energią. Zdecydowaliśmy więc że miast wydawać miniLP lepiej ngrać materiał na pełnowymiarowy album. W miarę powstawania kolejnych kompozycji stwierdziliśmy że w zasadzie narodził się całkowice nowy twór, z własnym unikalnym brzmieniem, które wykształciło się przez ten czas i nie ma sensu podpisywać go nazwami naszych macierzystych formacji. Na początku lutego 2012 zakończyliśmy nagrania, płyta „Anthem's Flesh” ukaże się w Anglii w czerwcu br, kilka kompozycji z tego krążka zostanie wykorzystanych do nowego filmu Arka Bagińskiego i Wojtka Majewskiego pt ” Medalion”, ktorego premiera odbędzie się w ramach tegorocznego Rytuału.

Ile w tym, co robicie, jest odwołania do psyche czyli przeczuć i emocji? Muzyka Job Karmy wydaje się raczej konstruktem, któremu bliżej do architektury. Zatem dominuje intelekt. Dźwieki JOB KARMY niosa ze soba emocjonalny ładunek jaki wlożylismy w nie podczas procesu tworzenia- lub może bardziej precyzyjnie : przywołania. Dla nas muzyka to katharsis, uwolnienie podświadomych treści i wytransmitowanie ich za pomoca elektronicznego oręża w przestrzeń. Gramy muzykę jaka sami chcielibyśmy słuchać. Nie czuję sie misjonarzem niosacym jakies przesłanie, nie planuję wcześniej, nie szkicuję konstrukcji, po prostu siadam i tworzę. Nagrywanie muzyki to dla nas bardzo osobisty Rytuał - liczy się moment przywoływania dźwięku i sam proces twórczej ekspresji, a potem żmudna, ale bardzo satysfakcjonująca praca przy edycji. Powstaje nasz komentarz do świata przelany za pomocą emocji zaklętych w dźwięki. Trudno mówić o czymś co jest bardzo osobiste dlatego poprzestanę na tym komentarzu i zaproszę do wsłuchania się w nasze płyty, indywidualny odbiór jest jak najbardziej wskazany.

Miejsce, w którym chcielibyście zagrać? Głęboko pod ziemią albo pod wodą (w dosłownym sensie tego słowa ;-))