Rozważania o strachu

Z dr Bogusławem Bednarkiem rozmawia Andrzej Jóźwik

Andrzej Jóźwik: Czy z wielości wszystkich naszych współczesnych strachów wyłania się jakaś dominanta? To, co nęka nas szczególnie?

Bogusław Bednarek: Zacznijmy od fundamentalnych ustaleń. Otóż strach jest stanem niepokoju, napięcia emocjonalnego wywołanego przez niebezpieczeństwo, zagrożenie aktualne lub przewidywane. Uczucie to różnie dookreślano. Strach bywa więc zielony (jak w Iliadzie Homera), blady, paniczny, obezwładniający, potworny, śmiertelny. Smakowita problematyka. Ileż tu imponderabiliów! Pan pyta, czy istnieją strachy charakterystyczne dla czasów nam współczesnych. Mniemam, że tak. Co prawda, do lamusa historii nie przeszły archaiczne, pierwotne trwogi (np. przed ciemnością, drapieżną lub jadowitą bestią), odnawiają się też obawy eschatologiczne, apokaliptyczne (wielu ludzi sądzi, że nadciąga koniec świata). Ale za signum temporis wolno uważać strach przed kolejną globalną wojną, skutkami przeludnienia, efektami eksperymentów genetycznych. Nie zapominajmy też o tych, którzy boją się inwazji z obcych planet. Oczywiście oprócz "strachów kulturowych", nękających pokaźne zbiorowości, istnieją również "strachy indywidualne" – przed pająkami, ciasnymi przestrzeniami lub szarym, nijakim życiem, życiem pozbawionym przygód, olśnień, dziwności.

AJ: Czy nie jest jednak tak, że strach, o którym pan właśnie wspominał, wywołany jest przez media, że może człowiek współczesny boi się powiedzieć o własnych lękach, gdyż woli mówić o strachu powszechnym, o którym przeczytać może w nagłówkach gazet? Mam na myśli owe epatowanie kryzysami, dajmy na to np. ptasią grypą?

Bogusław Bednarek: Kultura masowa z reguły spłaszcza kwestie, ponieważ jej adresat jest wielomilionowy i niejednorodny. Siłą rzeczy trywializuje zarówno strach, jak i lęk. Dla porządku nadmieńmy, że strach rodzi się wtedy, gdy jego źródło jest realne i można mu – przynajmniej z założenia – stawić czoło, natomiast podstawy lęku są trudno uchwytne. Oba te odczucia częstokroć koegzystują. Warto odróżniać strach "uprywatniony" od strachu powszechnego. Ten pierwszy jest wręcz intymny, wstydliwie ukrywany, ten drugi – zwłaszcza w dobie agresywnych i wszędobylskich mediów – opanowuje zbiorową wyobraźnię, stając się jednym z "tekstów kultury". Nie koniec na tym. Otóż przerażające i emocjonujące przekazy medialne (np. o skutkach ptasiej grypy) docieraja do rzeszy odbiorców, co bez wątpienia jest rentowne dla osób zawodowo związanych z prasą, radiem, telewizją. Widzimy więc, że w pewnym sensie strach można urynkowić.

AJ: Do jakiego stopnia strach jest zdrowy?

Bogusław Bednarek: Strach bywa zbawienny, gdy umożliwia przetrwanie i zmusza do podejmowania efektywnych działań obronnych (np. przed atakującym tygrysem). Istnieje też strach patologiczny, paraliżujący ciało i zakłócający pracę umysłu. Zresztą człowiek może bać się wszystkiego – nawet egzemplarza Wyspy Skarbów Stevensona bądź kropek na skrzydełkach biedronki. Tego typu dewiacje są nader ponętne dla psychologów i psychiatrów.

AJ: Kultura epatuje strachem, odnosi się do niego jednocześnie z obrzydzeniem i fascynacją. Czy płynie dla nas dobro z oglądania horrorów, czytania makabresek?

Bogusław Bednarek: Niemałym powodzeniem cieszą się literackie i filmowe narracje o demonach, wampirach, sadystach, znam ludzi zafascynowanych odcieniami grozy i plugastwa utrwalonymi w dziełach Lovecrafta, Kinga, Mastertona. Czy z tego płynie jakieś dobro? Zapewne. Bylibyśmy zubożeni, obracając się wyłącznie w sferze ściśle racjonalnych postaw i stonowanych, mdłych afektów. Oczywiście strach, jaki odczuwamy w obliczu rzeczywistego niebezpieczeństwa, nie jest nieporównywalny z namiastką przerażenia wywołaną np. lekturą Brama Stokera, Iry Levina, czy Deana Koonza. Ponadto w literackich i filmowych horrorach bądź thrillerach rozmaite koszmary są zespolone z sensacyjna fabułą i ekscytującą scenerią. Mamy więc do czynienia z "surogatem strachu" – czymś, co jest osłabiane fikcją i cieniowane walorem estetycznym. Ale i ów surogat może sprawić przyjemność tropicielom mrocznych emocji.

AJ: Na początku wykładu w ramach Rytuału Strachu, w Parku Szczytnickim, mówił pan o archetypach. Był taki świat, w którym było łatwiej, był strach związany z karą, winą, odkupieniem. Jak się zgrzeszyło, to wystarczyło to odpokutować. W dzisiejszym rozbitym świecie strach się błąka i nie ma sensu, nieprawdaż?

Bogusław Bednarek: Ma sens! Rzecz jasna w świecie, w którym obowiązywały bezdyskusyjnie, przez wszystkich akceptowane kanony etyczne, kanony wyraźnie odróżniające dobro od zła, strach był tym większy, im bardziej została pogwałcona określona zasada moralna. Obecnie nawet na pozór prawowierni katolicy z dystansem i przymrużeniem oka traktują diabła. Natomiast w świecie, w którym nie kwestionowano istnienia upadłego anioła, ktoś, kto popełnił kazirodztwo lub skalał się symonią, żywił przekonanie, że wpadł w szpony czarta. Strach takiego człowieka przed wiekuistym potępieniem musiał być niewyobrażalny. Dzisiejsza kultura zmierza ku "mozaikowości", a odmienne systemy postrzegania i oceniania świata wydają się równie dobrze funkcjonujące. Przepływ informacji sprawia, że można poznawać wartości aprobowane przez ateistów, agnostyków, buddystów mahometan etc. Sprzyja to relatywizmowi. Strachy nadal więc istnieją, ale są tonowane, mniej intensywnie przeżywane.

AJ: Mam takie wrażenie, że medycyna, branża farmaceutyczna trochę mnożą nam strachy. Wymyśla się różne nazwy pod różne zachowania, i określając patologicznymi leczy. Z drugiej strony sprzedaje się iluzje, że kiedyś dzięki ludzkiej pomysłowości strach w ogóle zniknie. I zapomina się, że dzięki temu, iż czujemy strach, jesteśmy ludźmi

Bogusław Bednarek: Zwierzęta też odczuwają strach, też się boją.

AJ: Sprecyzuję, że chodzi mi o utopię: weźmiemy pigułkę i hulaj dusza, piekła nie ma, nie ma strachu. Co pan na to?

Bogusław Bednarek: Dzięki osiągnięciom współczesnej medycyny i farmacji można zablokować w człowieku ośrodki nerwowe, które wywołują strach. Doraźnie, np. na polu bitwy, jest to chyba korzystne. Wszelako nie wyobrażam sobie utopijnej, rzekomo idealnej rzeczywistości, z której strach zostałby zupełnie wyrugowany. Taki mikrokosmos jest zbędny, ponieważ bez goryczy, zagrożeń, niespełnień nasze życie byłoby żałosnym letargiem.

AJ: Które z rodzajów strachu, o których pan wspominał, leżą odłogiem, kultura się nimi nie zajmuje i je marginalizuje?

Bogusław Bednarek: Zbyt nikła jest wiedza o dawnych trwogach i ich przyczynach. Na przykład wierzono kiedyś, że w piaskach Pustyni Libijskiej legną się potworne węże zrodzone z krwi Gorgony Meduzy. W Wojnie domowej Lukana, eposie rzymskim z czasów Nerona, widnieje opis mąk Sabellosa, legionisty ukąszonego przez arcyjadowitego sepsa:

"Mały to wąż, ale żaden inny tak strasznej
Nie sprawia śmierci. Najbliższa rany skóra
Rozchodzi się w koło rozdarta i kości blade odsłania.
Ta wnęka się poszerza, powstaje rana otwarta bez ciała.
Kończyny ciekną ropą, łydki spływają i kość bez osłony zostaje.
I bioder wszelki rozkłada się mięsień,
I podbrzusze też kapie już czarna zgnilizną.
Pęka wiążąca brzuch błona, sączą się wnętrzności.
Lecz nie spływa na ziemię tyle, ile z całego ciała
Spływać powinno. Wrogi jad ciało spala
I w krótkiej chwili trucizna wszystko ściąga w kłębek.
Więzy mięśni i sploty boków, i klatkę piersiową
I części ukryte w życiodajnych wnętrznościach,
Wszystko w człowieku odsłania zaraza. Naturę bezecna
Odsłania śmierć. Nawet barki i silne ramiona,
I szyja się rozkłada, i głowa. Śnieg przy ciepłym wietrze
Nie tak szybko, ni wosk pod wpływem słońca.
Mało tego, że ciało strawione trucizną ociekło;
To może zdziałać też płomień. Lecz któryż ogień strawi kości?
Bo i te w ślad za gnijącym rozsypują się szpikiem
Żadnym nie pozwalając zostać śladom tak gwałtownej śmierci."

Jakiż strach musiał towarzyszyć ongiś ludziom, wędrującym przez Pustynię Libijską i głęboko przeświadczonym, że czeka na nich seps, gad gorszy od armii skorpionów! A spektakularna, przerażająca metamorfoza Cúchulainna, celtyckiego herosa? Pod wpływem bitewnego amoku przybiera on następującą postać:
"Ciało skręciło się wewnątrz skóry, stopy i kolana odwinęły się w tył, a pięty ruszyły do przodu. Ścięgna pięt przekręciły się ku goleniom, a każde zawiązało w węzeł wielki niby pięść wojownika. Ścięgna głowy napięły się od skroni aż po kark w kłęby większe niźli głowa miesięcznego dziecka. Twarz zmieniła w purpurową kulę. Oko zassało w oczodole tak głęboko, że nawet dziki żuraw nie wyciągnął by go z czeluści. Drugie oko spływało wzdłuż policzka. Usta rozwarły się, wargi rozłupały przez głębokość szczęk, aż gardło pokazało wnętrzności. Płuca i wątroba zatrzepotały u podniebienia. Warga dolna waliła o górną z hukiem godnym sapnięcia lwa. Flaki, skręcone wściekle niby runo górskiego tryka, wywalały się przez przełyk. Serce biło w piersi na podobieństwo psiego ujadania albo niby ryk lwa walczącego z niedźwiedziami."

Czy taki stan rzeczy jest możliwy? Z naszego punktu widzenia – nie. Ale strach jest zakorzeniony w określonej wizji świata. Wolno sądzić, że zdaniem niegdysiejszych Irlandczyków Cúchulainn naprawdę przeobrażał się w zatrważające monstrum. Wiedzy o tego typu mniemaniach nie należy chować pod korcem.

AJ: A kategoria zarazy, która jest tak uniwersalna?

Bogusław Bednarek: Zaraza, morowa śmierć dzisiaj bywa nazywana epidemią. Dżuma z roku 1348 zabiła czwartą część mieszkańców naszego kontynentu. Trupy gniły w zaułkach i rowach, ponieważ nie nadążano z grzebaniem lub paleniem zwłok. Podobna gehenna może rozpętać się także w XXI stuleciu.

AJ: Epidemię da się jeszcze zamknąć pojęciowo. Natomiast zaraza jest czymś ogólniejszym, przekraczającym nasze wyobrażenie. Uruchamia poczucie bezradności.

Bogusław Bednarek: Zaraza, epidemia – różne nazwy tego samego faktu. Chodzi przecież o chorobę wyniszczającą setki tysięcy ludzi. Słowo "zaraza" jest wszakże szczególnie ekspresywne i niepokojące.

AJ: Spróbujmy się jednak znaleźć w kategoriach języka bardziej dziennikarskiego – takiego, którym operują media. Myślę o tabloizacji, która polega na uproszczeniach, na operowaniu skandalami i zastanawiam się, jak zareagowalibyśmy na komunikat: zaraza we Wrocławiu?

Bogusław Bednarek: Taki komunikat wywołałby panikę. "Epidemia" brzmi naukowo, kojarzy się z językiem medycznym. Nic nie zabrania utrzymywać, że orężna nauką medycyna w końcu pokona chorobę. Z kolei "zaraza" jest śmiercionośnym żywiołem, przerażającą zapowiedzią Armageddonu.

AJ: Na ile przywołane historie, i rodzaje strachów, można osadzić w realiach współczesności, by budziły złowrogie odczucia?

Bogusław Bednarek: W każdej epoce ludzie boją się, co prawda w nieidentycznym stopniu, tego, co obce, nieznane. Na szczęście prawie zupełnie sczezł strach przed strzygami, upiorami, ghulami. Ale niejeden żydowski tradycjonalista ciągle boi się demonicznej Lilith, groźnej dla nowonarodzonych dzieci. Trzeba użyć stosownych formuł, które Lilith zmitygują.

AJ: Czerpiemy z tego, co było. A może jest w kulturze miejsce na wykreowanie nowej odmiany strachu?

Bogusław Bednarek: Wystarczy wspomnieć o strachu przed katastrofą nuklearną i eksperymentami genetycznymi. To młode fobie. Arkadiusz Bagiński: Może strach jako narzędzie w rękach pewnych ludzi?

Bogusław Bednarek: Ależ oczywiście. Przecież broń to jest rodzaj takiego strachu.

AJ: Myślę, że politycy. Polityk chce straszyć i będzie straszył, dopóki jest politykiem. Ta forma strachu pojawia się tam, gdzie jest władza.

Bogusław Bednarek: Im bardziej apodyktyczna, totalitarna władza, tym sprawniej wykorzystuje socjotechniczną moc strachu. Faraonowie i kapłani egipscy nie zbudowaliby świetnie funkcjonującego państwa, gdyby na srogie represje nie byli narażeni ludzie, którzy uchylają się od składania danin bądź marnują muł Nilu.

AJ: Ten, który włada, zwykł mówić: ja cię uchronię przed strachem.

Bogusław Bednarek: Władza może co najwyżej wyeliminować jakiś rodzaj strachu – np. przed głodem. Ale absolutne pozbycie się tego uczucia jest i czystą mrzonką, i czymś szkodliwym. Strach przecież zarówno paraliżuje, jak i mobilizuje do podejmowania korzystnych dla człowieka działań.

AJ: Często jest też bagatelizowana dziś kwestia, wspomnianego przez pana na początku, rozróżnienia pomiędzy lękiem, a strachem. Warto mieć czasem strach związany ze swoją pracą, ale nie można popadać w stany lękowe.

Bogusław Bednarek: Tak, bo to grozi pokojem bez klamek.

AJ: I tym miłym akcentem zakończmy. Dziękujemy.

Bogusław Bednarek: Ja też panom dziękuję.