Gułag management

Paweł Rudnicki

Gułag management – refleksje (skrócone) nad strachami nowoczesnymi i ponowoczesnymi.

Wszyscy się boją i wszyscy się straszą. Strach jest doświadczeniem jednostkowym i zbiorowym. Czymś co było, jest i zapewne będzie. Poświęcenie kolejnego „Rytuału” strachowi pozwoliło na spotkanie wielu perspektyw i sposobów myślenia o nim. Mnie przypadła możliwość wygłoszenia mini-wykładu, w niebanalnej scenerii Parku Szczytnickiego, w towarzystwie mniej lub bardziej... strasznych autorek i autorów.

Strach nie jest kluczowym elementem refleksji, którą podejmuję w pracy naukowej, ale niemożliwe jest jego pominięcie. Jest obecny w wielu tekstach, które czytam, piszę, czy polecam; w kontekstach, formach i wymiarach, które dosyć trudno opisać. Wszechobecność strachu można tłumaczyć różnie, w post-pedagogice, którą się zajmuję, wyraża się (np.) w relacjach systemów, władz, instytucji z jednostkami; jest utrwalony w klasycznych pedagogicznych kategoriach jak wychowanie, socjalizacja czy edukacja. Strach przyjmuje formy władania lub zarządzania społecznymi, politycznymi i ekonomicznymi procesami. Jest zakorzeniony w tradycjach, kulturach, politykach, instytucjach. Z jego pomocą można idealnie kreować i odtwarzać pożądaną kulturę, tworzyć systemy społeczno-polityczne, budować, utrwalać i anihilować ideologie. Społeczne strachy współgrają z biograficznymi skazując jednostki, społeczności i społeczeństwa na trwanie w matniach, z których często nie zdają sobie sprawy. Przez to nie potrafią się z nich wyzwolić.

Doświadczenia i istnienia strachów, na których skupiłem się na potrzeby rytuałowej mowy, zakotwiczyłem w epokach: nowoczesnej i ponowoczesnej. Wskazując jako głównych straszących państwo i rynek. Omawiane wymiary, formy i skutki straszenia przedstawię – z racji formy i ograniczeń edytorskich – skrótowo, skupiając się na kluczowych kwestiach.

Opisy nowoczesnych strachów czynione przez Arendt, Baumana, Huxleya, Orwella (i wielu/e innych autorów/ek zarówno w wydaniu naukowym, jak publicystycznym czy literackim) nie pozostawiają większych złudzeń – państwo modernistyczne do perfekcji opanowało umiejętność straszenia. Strachy masowe i indywidualne funkcjonowały w taki sposób, aby nikt nie czuł się bezpiecznie poza państwem i jego wytworami. Prosta orientacja swój-obcy, ideologicznie jednomyślne wizerunki idealnego obywatela, rozbudowany aparat przemocy i reżimowe sposoby wzmacniania głównego nurtu doprowadziły do znanych z historii traum: Zagłady, gułagów, jednowymiarowych społeczeństw przemysłowych. Nowoczesne państwo, bez względu na formę organizacji, przejmowało kontrolę nad jednostkami. Robiło to w różny sposób – trudno bowiem porównywać opresje państw totalitarnych z przemocą jakiej używały państwa demokratyczne – ale zawsze skuteczny. Na poziomie zarządzania strachem wszystkie reżimy radziły sobie znakomicie. Realia nowoczesności czyniły państwa głównymi rozgrywającymi na polach polityki, przemysłu, handlu czy edukacji. Działania podejmowane przez władze zawsze dotyczyły racjonalności państwa. Problemy po stronie straszonych dotyczyły rozpoznawania wymiarów przemocy i podejmowania działań, na rzecz ich przełamania. Wszelkie rewolty, kontestacje, działania opozycyjne traktowane były jako systemowe aberracje i w większości kończyły zneutralizowane przez system (z kilkoma powszechnie znanymi wyjątkami).

Sprawdzianem „spójności” systemów stały się sytuacje, w których to od zastraszanych zależało jak się rozwiną. Nie byłoby doświadczenia Zagłady bez żołnierzy wykonujących polecenia swoich dowódców i obywateli uwiedzionych fantasmagoryczną wizją o wielkości narodu i państwa. Nie byłoby doświadczenia przemocy czerwonych reżimów bez całkowicie podporządkowanych, uwiedzionych i zastraszonych mas. Nie byłoby sensu pisać o strachach nowoczesnych gdyby nie przemysł, który obrócił się przeciwko ludziom, dzięki pomocy... ludzi. Umasowienie wielu przestrzeni życia w nowoczesności, w których kategoria ilości/masy/wielkości znosiła wiele innych, sprawiła, że strach stał się kolejnym elementem przemysłowych technologii. A władza w sposób idealny skorzystała z narzędzia, dzięki któremu miała możliwości kontroli dotąd niedostępnej w zakresie masowego oddziaływania i środków sprawowania nadzoru.

W epoce ponowoczesnej państwo przestało być głównym podmiotem, nie zdołało utrzymać swojej dominującej pozycji. Zmiana ta nie była wynikiem refleksji, która pojawiała się po bolesnych doświadczeniach modernizmu, ale efektem skutecznej implementacji ideologii czyniącej rynek najważniejszą przestrzenią relacji gospodarczych, politycznych i społecznych. Łatwość z jaką dostrzegano w rynku nowe możliwości była adekwatna do nowych warunków, technologii (w tym informacyjnych) i umacniania się podmiotów, które chociaż dotąd istniały nie miały możliwości konkurencji z tradycyjnymi instytucjami. Państwo w neoliberalizmie zostało pozbawione instrumentów i możliwości, które przez lata były tylko jemu przypisane. Władza w wydaniu politycznym również przestała być tą, która w realny sposób sprawuje kontrolę nad społeczeństwem i jednostkami. W czasach globalizacji i doktryny TINA państwo i władza zostały podporządkowane popytowo-podażowej racjonalności rynku. Zmiany rozpoczęte na progu lat osiemdziesiątych w Wielkiej Brytanii i USA, w dziewięćdziesiątych stały się główny nurtem. Przeobrażenia dokonywane w systemach społecznych oznaczały utrwalanie w nowych warunkach centralnej pozycji rynku, instytucji finansowych, korporacji. W neoliberalnej rzeczywistości obywatele mieli przejmować odpowiedzialność za siebie, a tym co miało ich wiązać była umowa społeczna wsparta grą rynkową. Tyle w (skróconej do minimum) teorii.

Praktyka ponowoczesnego straszenia opiera się na skonsumowaniu wszelkich przestrzeni życia i utrwaleniu nowej roli konsumenta lub, jak postuluje B. Barber, hybrydy obywatela-konsumenta i przekonaniu jak bardzo niezbędne w jego życiu są dobra i usługi pojawiające się na rynku. Racjonalność systemu opiera się na wytwarzaniu potrzeb. Ich zaspokajanie musi mieć charakter chwilowy, aby konsumenci nie uzyskali zadowolenia, które przeniesie ich uwagę na inne przestrzenie uczestnictwa w systemie. Strach w tym kontekście jest działaniem (często marketingowym), na mocy którego należy zestresować konsumenta brakiem możliwości konsumpcji lub jej ograniczeniem. Obie formy są wystarczająco opresyjne i skutecznie przywołują do porządku. Nie dziwi zatem, że w epoce ponowoczesnej znane dotąd strachy związane z polityką, przemocą, dominacją nabierają nowego znaczenia. Bipolarny ideologiczny układ Wschód-Zachód schyłku epoki nowoczesnej zamieniono na konsumencki (nie pozbawiony polityki, przemocy i ideologii) Północ-Południe. W nowych warunkach Północ konsumuje, Południe produkuje. Północ cierpi na nadmiar dóbr, problemem Południa są wielorakie niedobory utrwalające biedę, podporządkowanie, wykluczenie. Skonsumowani mieszkańcy Północy kolekcjonują prawa obywatelskie zazwyczaj ograniczając się do ich posiadania. Produkującym mieszkańcom Południa system redukuje obywatelskość na rzecz ich użyteczności dla rynków i niskich kosztów pracy. Północ straszy ograniczeniem konsumpcji w czasach kryzysu. Południe straszone jest utratą źródeł pracy, które i tak nie zapewniają utrzymania. Ponowoczesne strachy koncentrują się dookoła rynku. Na nim są formatowane, tak aby nikt nie został pominięty. Strachy zamożnej Północy, muszą różnić się do strachów ubogiego Południa. Pobieżne wspomnienie pierwszej dekady XXI wieku łatwo ilustruje szerokie spektrum straszenia. Od pluskwy milenijnej, przez wojny z terroryzmem, kolejne wydania sezonowych chorób, załamania na rynkach surowców i żywności, problemy ze stabilnością rynków pracy, po globalny kryzys ekonomiczny. W tej „sumie wszystkich strachów” tylko rynek pozostaje niewzruszony w środku wszystkich cyklonów. Jak przekonują ideolodzy (prorocy?) neoliberalizmu jest tworem doskonałym, którego proste i niezmienne zasady równoważą wszelkie przesilenia.

Nowoczesne i ponowoczesne podejście do strachu ma wspólną cechę, którą jest krzywdzenie jednostek poprzez zabawy ich biografiami. Dzisiejsze doświadczanie „strachów” jest podwójnie obciążające. Nowoczesne mechanizmy podporządkowania państwu połączone z ponowoczesnymi sposobami zarządzania tworzą nową jakość straszenia – gułag management. Skuteczność tegoż opiera się na powszechności, nieuchronności i odróżnicowaniu doświadczania strachu. Powszechność w tym kontekście oznacza udoskonalanie oddziaływania na masy, tu prym wiodą coraz doskonalsze media. W kwestii nieuchronności należy wspomnieć o praktycznym braku możliwości funkcjonowania jako nie-konsument, każdy w zasadzie czegoś potrzebuje, a w związku z tym trudno wyjść poza systemowo pożądaną rolę. I, last but not least, doświadczanie strachu zostało tak dalece zdekonstruowane, że pomimo nieustannego oddziaływania strachem całkiem niewiele osób ma świadomość bycia (za)straszonym. W tekstach opisujących konsumentów jednym z ważniejszych elementów jest utrwalanie roli i jej uwiarygodnianie na poziomie opowieści jak ważny jest akt konsumowania, nie tylko dla samego konsumenta, ale dla dochodów jego państwa (magiczne PKB), kontynentu, świata. Wypowiedzi, w których chwali się mieszkańców Północy za konsumowanie dóbr z Południa – które zapewniają miejsca pracy dla biedaków składających sprzęt elektroniczny, szyjących markową odzież, produkujących owoce, warzywa i kwiaty – jest tak samo głupi, co naiwny, ale przez to niestety skuteczny. W tym konsumenckim „odruchu miłosierdzia” tkwi najważniejsze niebezpieczeństwo dzisiejszych strachów – są nierozpoznawalne. Nowoczesne masowe morderstwa, polityczne prześladowania, ideologiczne utopie i dystopie były rozpoznawane jako przemoc, a używanie strachu pozwalało na ich uwiarygodnianie. Zastraszeni w większości robili to czego od nich oczekiwano, z czasem traktowali swoje strachy jako konieczność. W ponowoczesności, obywatel-konsument ma wielkie trudności (a w zasadzie prawie nie ma szans zrozumieć) jak jego konsumowanie dóbr, usług, idei powiązane jest ze strachem. To odróżnicowanie doświadczania strachu na rzecz konsumenckiego zadowolenia jest podstawą gułag management. Spojenie nowoczesnych i ponowoczesnych strachów niesie za sobą przemoc, która powinna dawać do myślenia. Niestety tak nie jest. System oduczył bowiem rozpoznawania strachów i refleksyjnego do nich podejścia. Cena, którą przyjdzie za to zapłacić będzie, dla nas konsumentów, naprawdę wysoka. Tak, to też jest straszenie...

Pedagogiczne post scriptum.

Jako pedagog, starający się uprawiać swoją dyscyplinę w sposób krytyczny, dostrzegam (dzięki autorom takim jak np. Freire, Illich, Bauman, McLaren, Giroux, Kincheloe, Bernstein czy Kuroń) w edukacji szansę na podważanie racjonalności gułag management. W zasadzie poza głównym nurtem, nie ma bowiem żadnych wątpliwości, że instytucje oświatowe i personel edukacyjny działają na rzecz utrwalania systemów. Możliwości odebrania edukacji emancypującej i refleksyjnej należy poszukiwać na dalekich peryferiach systemu. W działaniach edukujących podmiotów, na przykład niektórych organizacji pozarządowych czy grup nieformalnych. Takich, które profilem swojego działania uczyniły treści edukacyjne niszowe, marginalizowane lub zupełnie pomijane w szkołach. Tylko taka praktyka edukacyjna daje możliwości zdemaskowania strachów. Nie mam złudzeń, że jest szansa na ich obalenie, ale warto przypatrzeć się działaniom krytycznych edukatorów/pedagogów/facylitatorów (mniejsza o nazwy), aby przekonać się o możliwości dokonywania wyłomów w systemach opartych na strachu.

Paweł Rudnicki, pedagog, politolog, adiunkt w Instytucie Pedagogiki Dolnośląskiej Szkoły Wyższej.